Sanktuaria słowiańskie

Bogusław Gierlach napisał tę książkę dawno temu, w 1980 roku, a Replika wydała ją w 2024 roku. Czy to ma sens? Praca bądź co bądź naukowa, czy popularno-naukowa po tylu latach wciąż jest aktualna i zwyczajnie atrakcyjna dla czytelnika? Owszem! 

?Sanktuaria słowiańskie? są swoistym esejem archeologiczno-antropologicznym. Autor przybliża specyfikę słowiańskich, przedchrześcijańskich świątyń, o których tak w latach 80., jak i dzisiaj – wiemy niewiele. Bo skąd mamy czerpać wiedzę? Główne źródło badań historycznych, czyli dokumenty i przekazy pisemne, jest wyczerpane dawno temu. Słowianie pisma nie znali, a wszystko co na temat ich wierzeń napisali obcy kronikarze i podróżnicy, jest powszechnie znane. Drugim istotnym źródłem są badania archeologiczne. Tutaj oczywiście dzieje się bardzo dużo, choć nie tyle, ile w latach osiemdziesiątych, kiedy wykopaliska nie były tak trudne formalnie i proceduralnie, jak dzisiaj. Trzecim natomiast źródłem wiedzy na temat duchowości Słowian są badania etnograficzne, bo przecież wiele elementów prastarej obrzędowości w różnej formie przetrwało w ludowej kulturze. 

Wielu czytelników może być zawiedzionych dysonansem między tytułem książki, a jej rzeczywistą zawartością. Bo nie całe opracowanie dotyczy jedynie słowiańskich świątyń: też byłem tym przez parę chwil rozczarowany. Autor jednak lojalnie zastrzegł, że prezentuje całą, siłą rzeczy bardzo skromną wiedzę, jaką dysponujemy, czy dysponowaliśmy na początku lat 80. Rozdział poświęcony sanktuariom to niecałe osiemdziesiąt stron z trzystu, jakie liczy książka. A pozostałe? I tu zaczyna się ciekawa przygoda, bo profesor Gierlach pokazuje naprawdę szerokie tło kulturowe, historyczne, polityczne, gospodarcze i religijne przedchrześcijańskiej słowiańszczyzny i czasu przełomu, który tak wiele plemion i narodów przypłaciło całkowitym zniknięciem z mapy Europy. 

Z czystym sercem polecam ten tytuł każdemu, kto chciałby nieco głębiej zajrzeć za kurtynę czasów i dowiedzieć się nieco więcej o duchowości Słowian. 

Podobne wpisy

  • Naprawdę wiesz, że Ziemia istniała sto lat temu?

    Ludwig Wittgenstein jak żaden filozof zmienił mnie dawno temu. Po „Traktacie logiczno-filozoficznym” nic nie było już takie samo. Później wydano nieopublikowane za jego życia „Dociekania filozoficzne”. I byłem pewny, że na tym się kończy dorobek Wittgensteina. Przypadkiem zobaczyłem w księgarni „O pewności” i wiedziałem, że muszę to mieć. „O pewności” to zbiór notatek pisanych przez…

  • Ta rewolucja zjada wszystkie dzieci

    Komuniści już dawno doszli do wniosku, że rewolucji nie da się wygrać z karabinem w ręku, tylko z piórem. Nie chodzi bowiem o to, żeby obalać królów i carów, bo na ich miejsce przyjdą towarzysze jeszcze bardziej królewscy i carscy. Chodzi o to, żeby zniszczyć rodzinę, zniszczyć fundament społeczeństwa, a wówczas nowy człowiek powstanie sam,…

  • Zdrowaś Mario

    Nie: marihuana nie jest uniwersalnym lekiem na wszystko. Nie jest też złem wcielonym, choć faktycznie zagraża koncernom farmaceutycznym, bo zbyt często bardzo tania kuracja czyni cuda tam, gdzie gigantycznie droga farmakoterapia przypomina raczej uporczywą terapię, a nie proces mający na celu uzdrowienie człowieka. „Zdrowaś Mario. Reportaże o medycznej marihuanie” Aleksandry Pezdy to spojrzenie na marihuaną…

  • Kozioł ofiarny 

    Nie da się dzisiaj rozmawiać o symbolicznym wymiarze życia społecznego bez nawiązania do kluczowej pozycji Rene Girarda.  Wciąż zastanawiam się nad tym, jak szeroko można stosować termin kozła ofiarnego? Girard mówi o nim głównie w kontekście mitów i Męki Chrystusa. Według francuskiego antropologa każdy mit zawiera w sobie kolegialny mord, a ten jest ściśle związany…

  • Trzeba było grać

    Kiedy już wydaje się, że Auschwitz zostało literacko wyeksploatowane do samego końca, pojawia się książka, która nie tylko staje okoniem, ale jeszcze na całym świecie nieźle się sprzedaje. Bo obozy koncentracyjne to wciąż temat niesamowicie nośny komercyjnie. Oczywiście nie robię z tej obserwacji zarzutu, dobrze, że ludzie chcą czytać o tym, co Niemcy robili za…