Kogo zabija plaga, a kogo strach? Parę słów o „Pladze” Bartłomieja Świderskiego

Polska literatura generalnie nie nadąża. Nie nadąża za światowymi trendami, za wydarzeniami, za językiem ulicy. Co zrobić, tak już jest. Dlatego trzeba się cieszyć, kiedy pojawiają się w księgarniach takie powieści jak „Plaga” Bartłomieja Świderskiego. Kawał soczystej, szybkiej opowieści o tym co mogło się wydarzyć tu i teraz.

Zrzut ekranu 2021-06-1 o 13.21.50

„Plaga” to dystopia o niekończącym się lockdownie – zapowiada wydawca i generalnie ma rację, ale jednak ta powieść jest też o innych sprawach. Głównym bohaterem pozornie jest Michał, scenarzysta, który zaczyna wariować w domowej kwarantannie i zaprzyjaźniać się z domową myszką. Michał stanie jednak oko w oko z szansą na przebicie muru i zobaczenie świata takim, jaki on jest naprawdę. I tutaj poznajemy prawdziwe zajęcie prawdziwego autora „Plagi”, bo wskakujemy w rollercoaster szybkiego, nowoczesnego montażu filmowego i pędzimy z naszymi bohaterami po okolicach Warszawy w klimacie postapokaliptycznej dystopii. 

Ale ale – Michał tylko pozornie jest głównym bohaterem powieści. Prawdziwym bohaterem jest strach, w tej historii boją się wszyscy, tyle tylko, że każdy czegoś innego. Strach przestaje być w pewnym sensie przywiązany do swojego źródła, a staje się autonomicznym bytem. Dziewczyna Michała, świetnie zarysowana postać- mimo że formalnie praktycznie nieobecna na łamach książki, to wciąż wpływająca na akcję –  mówi w pewnym momencie tak: „Przestań się bać, Michał. Mnie zabija plaga, a ciebie strach… Ja umrę raz, a ty umierasz sto razy dziennie”. I o tym jest tak naprawdę „Plaga” – o strachu. 

Dużo w tej powieści nawiązań tak do „Dżumy” Camusa, jak do COVIDa duetu Szumowski/Niedzielski. Oczywiście nie wprost, przynajmniej jeśli chodzi o to drugie nawiązanie. Pojawia się również wątek… bardzo, wręcz bezgranicznie bogatego Polaka o dziwnie znajomo brzmiącym nazwisku, który wykorzystuje plagę do jeszcze większego wzbogacenia się. Właśnie: wykorzystuje zarazę, czy jest… jej autorem? Pojawiają się strefy zamknięte, których w rzeczywistości (jeszcze?) nikt nie wprowadził. Pojawiają się też odporni na zarażenie. Pojawia się zorganizowany, zwarty i konkretny ruch oporu. Słowem: piękna, szybka przejażdżka po epidemii. 

Czy faktycznie tak mógłby wyglądać ten niekończący się lockdown? Obyśmy nie musieli się o tym nigdy przekonać, bo „tu nie kroił się dialog, lecz raczej nekrolog. I to niejeden”. 

Moje nieprzyzwyczajone gardło momentalnie wyschło i musiałem użyć całej woli, by zdusić kaszel w zarodku. Nawet jeśli byłem zarażony, pokasływanie nie miało z tym nic wspólnego, było tylko mechaniczną reakcją na zimne powietrze. Ale przecież osiemset trzynastego dnia lockdownu nikt nie przyjmował już zapewnień o niewinnym kaszlu. 

Świetny język, błyskawiczna – filmowa, nieco wręcz przerysowana – akcja to zalety „Plagi”. A wady? Wynikające wprost z zalet: dwuwymiarowi bohaterowie, ale trudno wymagać głębokich portretów psychologicznych postaci, które mają za zadanie biegać, uciekać i szukać rozwiązań. To są raczej gracze w escape roomie niż pełnokrwiści bohaterowie Dostojewskiego. Czy to zarzut? Nie sądzę, bo w konwencji szybkich migawek jaką przyjął Świderski inna strategia kreślenia postaci bohaterów sprawiłaby czytelnikowi zwyczajny dyskomfort. 

 

Podobne wpisy

  • Magia wokół nas

    Najbardziej magiczny region Polski? Większość bez namysłu odpowie: Podlasie. Faktycznie tam jest aż gęsto od ukrytych znaczeń, świątyń wszystkich religii, miejsc mocy i szeptuch, ale… Warto poszukać pradawnych obyczajów i magicznych wierzeń wokół siebie. Wiele z nich przetrwało do dzisiaj, choć zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy. „Magia ludowa z Pomorza i Kujaw” Anny…

  • Gdzie jest Hollywood?

    Znowu Coben, znowu zachwyty. „Darkest Fear” – w Polsce wyszło jako „Najczarniejszy strach” – to powieść, która jest gotowym scenariuszem do hitowego filmu z szansami na Oskara. A to dlatego, że obok niezbędnych akcesoriów amerykańskiego hiciora, czyli strzelanin, porwań, agentów FBI, bijatyk, romansów i błyskotliwych dialogów, jest też tzw. głębia i przesłanie. „Darkest Fear” jest…

  • Nie mi oceniać zielone serca

    Dzisiaj mówi się o nich „arbuzy”. Z wierzchu zieloni, w środku czerwoni. Wtedy też tak było. Mimo wszystko jestem jak najdalszy od odejmowania chłopskim partyzantom zasług, czy podważania ich patriotyzmu. Rozumieli go inaczej, niż bliżsi mojemu sercu AKowcy, ale kto ma niby patent do decydowania, czyj patriotyzm jest partiotyczniejszy? A wtedy trzeba było decydować i…

  • Koncentrat geniuszu

    „Powtórka” Stanisława Lema to nie jest pozycja obowiązkowa nawet dla fanów. Trzy utwory w jednej niewielkiej książeczce, z czego dwa to słuchowiska radiowe, może ciekawe, może intrygujące, ale nie w konfrontacji z nazwiskiem pisarza, który rzucił sobie pod stopy całą światową literaturę science fiction. Oprócz jednego utworu: tytułowej „Powtórki”, który jest opowiadaniem absolutnie genialnym, prezentującym…

  • |

    Profesor nadaje z obozu

    Profesor Krzysztof Dunin-Wąsowicz był jednym z najważniejszych polskich historyków. Spędził w pierwszym obozie koncentracyjnym położonym na polskiej ziemi na tyle dużo czasu, że po wojnie napisał książkę zatytułowaną po prostu „Stutthof”.  To sztandarowa pozycja dotycząca tego obozu. Miała kilka wydań, każde w olbrzymim nakładzie. I dobrze. Bo nie często mamy do czynienia z zawodowcem, historykiem, który…

  • Zimowe opowieści

    „The Winter Ghosts” to kolejna opowieść Kate Mosse osadzona w południowej, górzystej Francji i nawiązująca do czasów katarskiego holokaustu. Po „Labiryncie” nastawiałem się następną epicką historię, a kiedy wziąłem do ręki niepozorną książeczkę, już wiedziałem, że to tylko przystawka. Ale jaka pyszna! Faktycznie, „Zimowe zjawy” – bo pod takim tytułem ukazało się to po polsku…