Mroczne tajemnice miasta B.

Jarosław Jakubowski ma wyjątkowy talent. Jest multiinstrumentalistą literackim, bardzo dobrym poetą, wziętym dramaturgiem i czytanym prozaikiem. „Rzeka zbrodni” ukazała się już parę lat temu, ale dopiero teraz miałem ogromną przyjemność zanurzyć się w niej po uszy na ładnych kilka godzin. I nie żałuję ani kwadransa. To doskonale skomponowana, z ogromną lekkością i urokiem napisana powieść o… miłości, grzechu, marzeniach, lękach i przede wszystkim o mieście, w którym wszystko było możliwe. 

Nie dajcie się zwieść objętości książki, bo to pozory – faktycznie dałoby się w tradycyjny sposób wydrukować tę powieść na dwustu stronach. To wciąż zapowiada kilka godzin przepysznej przygody, prawda? Ja się nie zawiodłem. Jakubowski dość bezpardonowo, bez gry wstępnej wrzuca nas do Bydgoszczy roku 1920, kiedy nawet polscy mieszkańcy miasta czasem łatwiej wyrażają myśli i nazwy ulic po niemiecku. Na jednej z przycumowanych do nabrzeża Brdy barek odkryto makabryczną zbrodnię: cała niemiecka rodzina została w finezyjny sposób zabita, zaszlachtowana i ułożona w kształt… znanej bydgoskiej fontanny „Potop”. I tak już będzie do samego końca: wielopoziomowa symbolika, której recepcja jest pożądana, ale oczywiście niekonieczna, bo można czerpać ogromną przyjemność z lektury ponad tymi niuansami. To książka nieoczywista, choć czytelnik nie zostaje bez opieki – fabuła jest prowadzona tak, żeby nie zmęczyć, nie zgubić uwagi i nie zanudzić nawet najbardziej wymagającego odbiorcy. I co ważne, Jakubowski wydaje się świadomie rezygnować z najbardziej oczywistych i sprawdzonych sztuczek literackich. Nie idzie na skróty, tylko uczciwie opowiada swoją historię. 

To co zaskakuje – pozytywnie! – w lekturze „Rzeki zbrodni” to soczystość tej literatury. Polski kryminał, zwłaszcza osadzony w historycznych realiach, przyzwyczaił nas nieco do chropowatości formy i płaskości świata. Jakubowski jednak jest poetą, dramaturgiem i pisarzem, on nie umiałby tak po prostu przyjąć konwencji sprintu do sedna, slalomu między punktami zwrotnymi akcji. Tutaj większość bohaterów – także tych drugo i kolejno-planowych – jest zarysowana z epickim rozmachem. To są postaci z krwi i kości, żywe, plastyczne, wchodzące w prawdziwe relacje między sobą. Dialogi są może nieco zbyt teatralne, ale konwencja roku 1920, weneckich masek i wszechobecnej gry uzasadniają ten styl. Zresztą może to kwestia pewnej wrażliwości językowej. Świat „Rzeki zbrodni” jest prawdziwy i wyielowymiarowy, Bydgoszcz sprzed wieku widzimy oczami bohaterów, czujemy zapach i smak kotletów, smażonej kapusty i bydgoskiego piwa, słyszymy stukot tramwajów na ulicach Starego Miasta i szum barek na Brdzie i Kanale Bydgoskim. Jakubowski nie opowiada, ale przedstawia nam świat, w którym dzieją się rzeczy dziwne, straszne i ciekawe. 

„Rzeka zbrodni” ma jedną wadę: szybko się kończy. Zostawia niedosyt. Nie jest to absolutnie wadą powieści Jakubowskiego, bo świadczy wyłącznie o tym, jak dobrze jest ona napisana. Zresztą nie ma co opowiadać, to trzeba samemu sprawdzić – do czego gorąco zachęcam. 

Podobne wpisy

  • Flow

    Jasne, że nie jestem obiektywny, bo uwielbiam talent Jarosław Jakubowski od ponad dwudziestu lat. Dokładnie od chwili, kiedy podarował mi „Martę”, swój trzeci tom poetycki, datowany na 2001 rok. Od tego czasu Jarek się niesamowicie rozwinął, jego erudycja budzi podziw i szacunek, kunszt i warsztat literacki robią coraz większe wrażenie, a rozmach gatunkowy sprawia, że…

  • Bogactwo myśli, erupcja koncepcji i wymarzony efekt: Niepodległa

    Minęło już tyle czasu, że w świadomości Polaków całkowicie zamazały się koszmary zaborów, pulsująca myśl polityczna i niepodległościowa uciskanych rodaków z przełomu XIX i XX wieku, ale też radość z odzyskania po stu latach niepodległości. Wydaje nam się dzisiaj, że to było oczywiste: był Naród, był język, było terytorium, była tożsamość narodowa, więc powstało państwo,…

  • Historia na czerwono

    Podhalańskie podziemie niepodległościowe, czy szerzej – antyhitlerowskie – było ogromne. Walczyli tam wszyscy: ludowcy, komuniści i narodowcy. Walczył tam „Zawisza”, „Tatar”, „Ogień”. Alfons Filar wybrał jednak monochromatyczną, czerwoną wersję historii, w której jedyną znaczącą siłą była na pograniczu polsko-słowackim partyzantka radziecka. Autor „Za pasem broń. Z dziejów ruchu oporu na Podhalu” to znana postać. Jego…

  • Wybaw nas – Krug!

    Ależ to dobre! Doskonałe! Twarde, konkretne SF. Klasyka gatunku. Za każdym razem kiedy sięgam po cokolwiek Roberta Silverberga mam wrażenie, że czytam na kilkuset stronach definicję fantastyki naukowej. „Wieża światła” nie jest wyjątkiem. XXIII wiek. Ludzie są w mniejszości, nie ma już państw, kosmos stoi otworem. Simeon Krug jest najbogatszym człowiekiem na Ziemi. Zbudował olbrzymie…

  • Spiski obnażone, czyli tajemnicą jest Dorsz

    W muzeum znaleziono zamordowanego kustosza, który zajmował się tropieniem najtajniejszej z tajnych organizacji pod nazwą Conspiratus Opi Dei. W skrócie COD. Nie został zamordowany w „zwykły” sposób. Zabito go zamykając mu gardło prawie metrowym… dorszem. Dorsz to po angielsku cod. Witajcie w opowieści pod tytułem „The Va Dinci cod”. A.R.R.R. Roberts to pseudonim brytyjskiego pisarza…

  • Na dobitkę

    Może i Dan Brown to pisarz średniej marki wśród znawców literatury, trudno. Ja ostatnio z głową pełną własnego pisania, egzystencjalnych pytań i walki z poustawianymi przed laty przeze mnie samego wiatrakami, z największą przyjemnością oddaję się tej – nie ukrywam – nieco bezmyślnej rozrywce. Bo właściwie dlaczego książka miałaby zawsze być alternatywą dla malarstwa czy…