|

Korzenie totalitaryzmu 

Mówiąc o obozach koncentracyjnych, o komorach gazowych, łagrach, mordowaniu niepełnosprawnych, przymusowych sterylizacjach, o całym tym koszmarze totalitarnych systemów, które skąpały XX wiek we krwi brakuje słów, by opisać naukowym językiem to co się stało. A nawet jeśli dałoby się to wszystko opisać z aptekarską dokładnością, to na pewno nie da się w ten sposób zapytać o przyczynę zła. Do tego potrzeba innego języka, innych narzędzi, innej wrażliwości. Tym właśnie dysponowała Hannah Arednt, której nowe wydanie (Świat Książki 2023) ?Korzeni totalitaryzmu? wciąż jest dostępne w księgarniach. 

Książka ta pierwszy raz ukazała się tuż po wojnie, w 1951 roku. Potrzeba było kilku lat, żeby filozofowie odzyskali mowę po tym, jak Auschwitz sprawiło, że język stał się pusty. ?Korzenie totalitaryzmu? są podzielone na trzy części. W pierwszej Arendt mówi o antysemityzmie, o jego źródłach i charakterze. Mówi tak, że nie przypadło to do gustu wielu przedstawicielom Żydów ocalałych z Zagłady, choć przecież autorka także pochodzi z żydowskiej rodziny. Druga część mówi o imperializmie, który w latach 80 XIX wieku zakwitł na kolonializmie. Trzecia część natomiast jest tym, co mną wstrząsnęło. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak szczerym, głębokim, prawdziwym szukaniem przyczyn totalitaryzmów – wszystkich, od niemieckiego do radzieckiego. 

Nie miejsce tutaj na streszczenie poglądów Hannah Arendt, ale o jednej rzeczy napiszę. Według niej totalitaryzm jest znacząco innym porządkiem rzeczy niż świat zewnętrzny. O ile morderstwo jest także dla nas czymś odrażającym i przerażającym, to przecież sama śmierć jest wpisana w człowieczy los. Cechą immanentną totalitaryzmu jest natomiast usuwanie wrogów. Wydawało mi się, że ?usuwanie?, ?eliminacja? to eufemizmy. Jest dokładnie odwrotnie: to prawdziwe, dosłowne oblicze totalitaryzmu. Wrogowie systemu nie umierają, nie giną – oni znikają, znika też cała pamięć o nich, mało tego, zniknąć ma nawet język, w którym mogłaby ta pamięć przetrwać. To właśnie miało spotkać najpierw Cyganów i Żydów, a potem Polaków i innych Słowian. 

Przerażająca jest prawda o totalitaryzmie jakie wyziera z książki Arendt.

Podobne wpisy

  • Coben, Nie mów nikomu

    Miała być szybka książka do pociągu i… była. Niesamowicie wciągająca, choć oczywiście jak na bestseller bardzo powierzchowna opowieść o miłości, której czas nie leczy. Doktor David Beck żyje w przekonaniu, że jego dziecięca i młodzieńcza miłość – Elizabeth – nie żyje od wielu lat, zamordowana przez seryjnego mordercę bez powodu, nieco przypadkiem. Ale… Zaczynają się…

  • Arystokratka ducha w piwnicznym schronie

    Sabina Sebyłowa miała we wrześniu 1939 roku 39 lat. Od urodzenia – z małą przerwą na ulicę Wilczą, gdzie ja mieszkałem przez krótki czas prawie sto lat później – była związana z jedną i tą samą kamienicą przy ulicy Brzeskiej. Praga była całym jej światem, nie licząc krótkich wakacyjnych wypadów do letniskowego domku za miastem….

  • Pierwsi byli chłopcy z Kwidzyna

    Przyjmuje się powszechnie, że II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku. Nie możemy jednak zapominać, że najwięcej ofiar niemiecki terror zebrał wśród dzieci i młodzieży, a pierwszymi, którzy zostali represjonowani byli młodzi, polscy mieszkańcy Kwidzyna leżącego w ówczesnych Prusach.  Po upadku Niemiec przypieczętowanym Traktatem Wersalskim na mapy wróciła niepodległa Rzeczpospolita. Nie wszystkim Polakom…

  • Starszy, lepszy spleen

    Można go kochać, albo nie, ale facet otworzył powieści kryminalnej tylne drzwi. Pokazał brud, dekadencję i rozpacz otulone szalem cynizmu, humoru i mistrzowskich dialogów. Do „Żegnaj, laleczko” Raymonda Chandlera wracam regularnie i nic nie zapowiada, żeby ta fascynacja miała się kiedyś skończyć. Jest jeszcze ktoś, to nie zna Chandlera? Nie jest to pupilek dzisiejszych wydawnictw,…

  • Podróż po śmierć

    „Dybuk” Marka Świerczka to dla mnie pozytywne zaskoczenie sezonu. Przyznam się – koledzy po piórze wybaczą – że trochę położyłem kreskę na polską prozę. Nie kupuję, bo nie mam gdzie, nie czytam, bo w tutejszej bibliotece na polskiej półce jest tylko trochę rodzimych autorów, reszta to tłumaczenia literatury głównie amerykańskiej i brytyjskiej, którą wolę czytać…

  • Rozczarowanie sezonu

    Tak zła, nudna, fatalnie napisana powieść jak „Mary Mary” Jamesa Pattersona chyba już mi się tego lata nie trafi. Oby. James Patterson to amerykański pisarz bestsellerów. Szacuje się, że sprzedał dotychczas ok. 250 milionów książek. Robi wrażenie, prawda? Spróbowałem więc tego kryminału, bo mimo obwoluty do thrillera toto nawet nie aspiruje. To były najnudniejsze godziny…