|

Salomea Kape ?Kocham Twą urodę złą, najdroższe miasto na świecie?

Ludzie, którzy przeżyli getto, bardzo często traktowali życie jak dar, prezent. Przeżyć getto czy obóz koncentracyjny to przecież jakby dostać drugie, zupełnie nowe życie. Stąd wielu ocalałych nie tylko bardzo poważnie traktowało swoją szansę i chcąc dalej nieść dobro zostawało lekarzami, ale także pisało wspomnienia, żeby uwiecznić, a przynajmniej utrwalić prawdę o koszmarze II wojny. 

Salomea Kape przeżyła łódzkie getto dzięki mądrości swojej mamy, która z ogromnym poświęceniem i niewyobrażalną dla nas przenikliwością dała swojej córce drugie życie. Akuszerka, która odebrała w getcie wiele porodów mając świadomość, że szanse tych dzieci na przeżycie piekła są iluzoryczne, zrobiła wszystko, żeby własnej córce dać nowe życie. 

Salomea opisuje własne przeżycia nie siląc się na oddanie całości tragedii łódzkich Żydów. Na początku opowieści zostajemy oczarowani realiami przedwojennego życia największej mniejszości, jaka zamieszkiwała II Rzeczpospolitą. Był to bardzo prężne i bogate kulturowo środowisko. Wybuch wojny był oczywiście wstrząsem, ale nikt nie spodziewał się Zagłady. Razem z młodziutką Salą idziemy do ?Czarodziejskiej Szkoły?, w której Niemcy na początku okupacji pozwolili na naukę. Razem z naszą bohaterką przeżywamy okropieństwa głodu, wszechobecnego terroru i? tlącej się nadziei, że możliwe jest inne życie, inny świat. Świat, który z perspektywy Bałut wydawał się rajem. 

Kape przeżyła getto. Wyjechała później do Izraela, ale po kilku latach ruszyła dalej. Zatrzymała się w Stanach Zjednoczonych. Została cenionym anestezjologiem. Jej opowiadania są pisane bardzo prostym, surowym, ascetycznym językiem i takież jest tłumaczenie – autorka pisała wspomnienia w języku angielskim. Ten prosty język nie przeszkadza, nie razi. Bo jak inaczej można opowiedzieć koszmar? 

Książkę ?Kocham Twą urodę złą, najdroższe miasto na świecie. Wspomnienia z getta łódzkiego? wydała w 2014 roku Szkoła Wyższa Przymierza Rodzin.

Podobne wpisy

  • Trzeba było grać

    Kiedy już wydaje się, że Auschwitz zostało literacko wyeksploatowane do samego końca, pojawia się książka, która nie tylko staje okoniem, ale jeszcze na całym świecie nieźle się sprzedaje. Bo obozy koncentracyjne to wciąż temat niesamowicie nośny komercyjnie. Oczywiście nie robię z tej obserwacji zarzutu, dobrze, że ludzie chcą czytać o tym, co Niemcy robili za…

  • Sport na czerwono 

    Sławek Wojciechowski jest kibicem, jakich mało. Nie chodzi o to, że napisał monumentalną historię przedwojennej Polonii Bydgoszcz, ale o to, że potrafi spojrzeć na swój klub bez różowych okularów. „Gwardziści. Sport Milicji i Bezpieki w Bydgoszczy w latach 1945-1990” to opowieść o tym, co komuniści zrobili z zacnym polskim klubem.  Dla mnie, rocznik 75, Polonia…

  • Upalnie, krwawo i przekombinowanie

    Jo Nesbo to nowy Stieg Larsson! – krzyczała do mnie okładka. Spojrzałem na obwolutę i wyobraziłem sobie połączenie tego naprawdę bogatego tła jakie pokazał Szwed w pierwszym tomie „Millennium” z ocierającym się o upadek moralny błyskotliwym detektywem. Byłaby to jakaś odmiana po nieskazitelnie odprasowanym redaktorze Blumkviście. Pierwsze fragmenty „The Devil’s Star” (po polsku wyszło jako…

  • Mamroczenie o Bejrucie

    Przyznam, że nie przepadam za tego typu pisaniem: uwielbiam soczysty reportaż, lubię porządną analizę historyczną, polityczną, jakąkolwiek. Czasem mam apetyt na autobiografię. Połączenie tych składników wydało się mimo wszystko nie tak straszne jak teoretycznie powinno. Da się to przeczytać w kilka godzin, może nawet i warto, ale na pewno nie jest to konieczne dla zrozumienia…

  • Boża inwazja 

    Istnieją pisarze sformatowani, jednogatunkowi. Philip K. Dick do nich nie należał. Wciskanie go w mimo wszystko ciasną szufladę science fiction to nieporozumienie. Dla Dicka świat robotów, zaawansowanej technologicznie przyszłości, był wyłącznie tłem do opowiedzenia o tym, co dla człowieka jest najważniejsze od samego początku, od zarania ludzkości.  „Boża inwazja” nie jest metaforą. W tym świecie…

  • Samo ciasto, bez ryby w środku

    Pochwaliłem i od razu wpadłem na minę. „Map of bones” Jamesa Rollinsa ma wszystko, co powinna mieć powieść, w którą chciałbym wpaść bez opamiętania. A jednak nie wpadam, ślizgam się i z rosnącą niechęcią zerkam na liczbę stron do końca. Thriller konspiracyjny sięgający do zamierzchłej historii powinien mieć koncept. „Map of bones” takowy posiada. Podbudowany…