Himmler. Buchalter śmierci

Nieczęsto zdarza mi się czytać tak monumentalne dzieła jak biografia Himmlera pióra Petera Longericha. Sięgnąłem po nią z powodu tylko jednego rozdziału, o którym szerzej za chwilę, ale nie dałem rady się zatrzymać tylko na nim. 

„Himmler. Buchalter śmierci” to ogromna dawka szczegółowej wiedzy na temat postaci i losów konstruktora III Rzeszy. Autor sięga bardzo głęboko do jego rodziny, dzieciństwa, pokazuje trudne relacje z wymagającym i na swój sposób bezwzględnym ojcem. Nie tłumaczy, nie usprawiedliwia późniejszych zbrodni, ale po prostu pokazuje drogę od oseska do zbrodniarza, który ma na rękach krew milionów ludzi. A nawet dalej: widzimy wreszcie Himmlera, który zaszczuty, pozbawiony władzy i przerażony klęską Rzeszy podejmuje ostateczną decyzję o odebraniu sobie życia

Mnie najbardziej interesował rozdział zatytułowany „Zakon”, w którym Longerich przedstawia duchową stronę SS i całej III Rzeszy, bo przecież to właśnie Himmler był autorem tego wyjątkowego konstruktu quasi-religijnego. Jako wielki zwolennik czasem kompletnie fantastycznych urojeń dotyczących dalekich korzeni Niemców, a przy tym zaciekły wróg chrześcijaństwa, które obarczał winą za słabość całego narodu i własną, osobistą, zbudował autorski, wewnętrznie sprzeczny i absurdalnie zagmatwany system wierzeń, obrzędów i rytuałów. Niektóre z nich miały zastępować już istniejące (ślub, pogrzeb), ale część była zupełnie nowa i miała służyć głównie konsolidacji wewnątrz „zakonu SS”. 

Doskonałe opracowanie, głęboko poruszające precyzją opisu. Konieczne na półce każdego, kto na poważnie zajmuje się tematyką II wojny światowej. 

Podobne wpisy

  • Hipnoza

    Jest jeden, ale za to bardzo istotny, kluczowy powód, dla którego nie byłem fanem Krzysztofa Bochusa: nie znałem jego twórczości. W ogóle przez długi czas stroniłem od literatury rozrywkowej, szukając wielkich prawd w literaturze bardziej wyrafinowanej. Teraz znów potrafię czerpać ogromną przyjemność z czytania powieści, które mają proste, choć szalenie trudne do realizacji, aspiracje: porwać…

  • Miniaturki rozum pieszczące

    Denis Diderot, jeden z największych umysłów nowożytnych. I kilka naprawdę jedynie naszkicowanych uwag na różne tematy – od kobiet do niewolnictwa Murzynów – w jednej cieniutkiej książeczce. Pyszna sprawa. A że na okładce jest napisane „O kobietach”? No cóż, takie to były bandyckie czasy początku lat 90. Wewnątrz już jest napisane „O kobietach oraz inne…

  • |

    Profesor nadaje z obozu

    Profesor Krzysztof Dunin-Wąsowicz był jednym z najważniejszych polskich historyków. Spędził w pierwszym obozie koncentracyjnym położonym na polskiej ziemi na tyle dużo czasu, że po wojnie napisał książkę zatytułowaną po prostu „Stutthof”.  To sztandarowa pozycja dotycząca tego obozu. Miała kilka wydań, każde w olbrzymim nakładzie. I dobrze. Bo nie często mamy do czynienia z zawodowcem, historykiem, który…

  • Dryland, czyli po naszemu: suchar

    Jestem w kropce: Konrad Piskała wie o Afryce bardzo dużo, pisać lubi, kontakt z ludźmi – czyli serce dziennikarskiej roboty – nawiązuje błyskawicznie, a mimo to mam potworny niedosyt. Mało tego, mam cholerny żal, że posiadając wszystko co potrzebne do napisania książki genialnej, napisał „Dryland”. Reportaż jest gatunkiem, który pokazuje to, czego nie widać na…

  • Możemy cię zbudować

    Dick jest mistrzem SF, wiadomo, ale przecież nie tylko. Bywają i takie powieści, w których przyszłość, fantastyka naukowa itp są jedynie osnową dla prawdziwego, uniwersalnego dramatu. Taką powieścią jest właśnie „Możemy cię zbudować”.  To nie jest kanoniczny utwór Dicka. Oj nie, daleko mu do tych, o których myślimy w pierwszym rzędzie mówiąc o prozie Philipa…

  • Droga do nieba prowadzi przez piekło?

    Fundamentalistyczny mormonizm to nie tylko czasy pierwszych mormońskich proroków. To także XX wiek. Kiedy wierni – już po delegalizacji poligamii w Stanach Zjednoczonych – chowali się w zamkniętych, samowystarczalnych enklawach w USA albo uciekali do Meksyku czy Nikaragui, świat niewiele o nich wiedział. Trwało to co najmniej do lat 80. albo i dłużej. Nie złamały…