Autodestrukcja

Wstyd przyznać, ale znam twórczość Bartłomieja Siwca połowicznie: poezję owszem, znam, cenię i posiadam chyba wszystkie jego tytuły, ale proza dotychczas mi gdzieś umykała. Jako że wydał dotychczas już cztery powieści, przyszedł czas, żeby wejść w prozatorski świat szefa bydgoskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. 

„Autodestrukcja” ukazała się drukiem w 2014 roku. Fabuła jest osadzona we współczesnej Bydgoszczy. Główny bohater i równocześnie narrator, Bartek Siwek, jest wykształconym, wrażliwym archiwistą, który ma dwa życiowe problemy: miłość i alkohol, dla obu jest w stanie zrobić więcej, niż powinien. Oś powieściowego czasu wyznaczają dwa mocne punkty. Pierwszym jest rok 1995, kiedy Kama, wielka miłość Bartka z czasów młodości, robi rzecz niewybaczalną i straszliwą: zdradza go z przypadkowym mężczyzną. To powoduje, że nasz bohater przechodzi głębokie przeobrażenie, kuli się i chowa w sobie, w swoich marzeniach, wyobrażeniach i alkoholu. Pozwala mu to z powodzeniem funkcjonować przez długie lata. Jest archiwistą, na drugim etacie dorabia u syndyka porządkując dokumenty upadłych przedsiębiorstw. Żyje mu się dobrze: ma żonę, której ze wzajemnością nie kocha, kolegów od flaszki i w ten poukładany świat wkracza znów Kama. Przeżywają cudowny czas, ale któregoś dnia kobieta znika bez śladu. Potem znika jej mama. A żona Barka wyrzuca go z domu, bo jak się okazało, jest szczęśliwa z kimś innym. 

Fabuła może przypominać powieść obyczajową, ale to tylko złudzenie. „Autodestrukcja” jest przewrotną historią pełną erotyzmu i melancholii, opowiadającą o samotności człowieka, który sam zniszczył wszystko, co było w nim słabe, delikatne. Bartek dzięki ogromnym ilościom alkoholu i cynizmu, stał się swoim bladym cieniem. Z bardzo wrażliwego chłopca wyrósł nieprawdopodobnie rozbity mężczyzna, który musiał się głęboko schować pod pancerzem wódki i przygodnego seksu, żeby zachować przynajmniej jądro swojej tożsamości, a tą jest przecież miłość: czysta, doskonała, niewinna miłość. 

„Autodestrukcja” jest popisem narratorskim Siwca, który w ramy w gruncie rzeczy banalnej historii wcisnął opowieść o człowieku, języku miasta (bo Bydgoszcz odgrywa istotną rolę w tej powieści), czasach młodości niejednego z nas. Myślę, że czytelnicy poczują znów zapach Brdy, nad którą dzieje się kilka kluczowych wydarzeń, znów zobaczą Park Ludowy, takim, jaki był te trzydzieści lat temu. 

Demony Bartka, czyli alkohol i seks, są przedstawione w bardzo sugestywny, ale i wyrafinowany sposób. Obserwujemy proces przejmowania przez nie kontroli nad naszym bohaterem tak, by finalnie zobaczyć świat niczym z ?Twin Peaks? czy opowiadań Kafki: odrealniony, wyolbrzymiony, nieco przerażający, ale równocześnie tak nierzeczywisty, że zabawny. I finał, którego nie mogę zdradzić, a który zostaje na długo w pamięci. 

?Autodestrukcja? rozbudziła we mnie ogromny apetyt na pozostałe powieści Siwca, ale i spory żal: bo przecież niezręcznie zachęcać do lektury książki, która jest praktycznie niedostępna. Nie było od wydania ponad dziesięć lat temu żadnych wznowień, próżno szukać tytułu w serwisach aukcyjnych – prawdopodobnie nakład był tak niewielki, że trafił wyłącznie do znajomych i przyjaciół autora. W bydgoskich bibliotekach są trzy egzemplarze: dwa gdzieś w filiach osiedlowych i jeden – tylko do skorzystania na miejscu – w Pracowni Regionalnej. Kto zada sobie trud i dotrze do ?Autodestrukcji?, nie będzie żałował. Ci, dla których tego rodzaju poszukiwania są zbyt wielką fatygą, muszą poczekać na wznowienie w formie papierowej lub elektronicznej. Albo pogodzić się z tym, że ominie ich mnóstwo wrażeń towarzyszących lekturze.

Podobne wpisy

  • Mała zbrodnia?

    Polską racją stanu jest używanie określenia „niemieckie, nazistowskie obozy koncentracyjne”. Argumentem koronnym jest to, że choć nie wszyscy Niemcy byli nazistami, to jednak Hitler i jego poplecznicy doszli do władzy w demokratycznych wyborach. Jak jednak nazwać obozy koncentracyjne, które były w Polsce po wojnie? Polskie? Komunistyczne? Po upadku Trzeciej Rzeszy większość niemieckich obozów trafiła w…

  • |

    Irak z pierwszej ręki

    Czuję pewien dyskomfort.  Mimo wszystko jest to specyficzna sytuacja pisać o książce kogoś takiego jak Witek. Napiszę w superlatywach: obrazi się, bo jak niewielu jest czuły na punkcie wiarygodności słowa pisanego. Uwypuklę moim zdaniem słabości książki: też się obrazi, bo kto jak kto, ale ja powinienem docenić tę pozycję na polskim rynku wydawniczym. Nie mam…

  • Taniec śmierci

    Choroby fascynują. Nie pod względem medycznym (albo – nie tylko pod tym kątem), ale jako zjawiska kulturowe, gospodarcze, socjologiczne, religijne. Pojedynczy przypadek to temat dla lekarza, ale epidemia to już większy temat. Jedną z ofiar tej niezdrowej, ale jakże ciekawej fascynacji zarazami jest John Aberth, autor świetnej książki „Spektakle masowej śmierci”. Aberth zastanawia się, jak…

  • Rzecz o beznadziei

    W Polsce na chorobach się zwyczajnie zarabia: robią to koncerny, robi to państwo, robią to lekarze. Oczywiście pacjent, który jest poniżany, poniewierany, lekceważony za wszystko obarcza odpowiedzialnością tego, kogo może złapać za rękę: lekarza. Paweł Reszka przygotowując się do napisania książki „Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy” poznał szpital od środka. Zatrudnił się jako sanitariusz….

  • Dabit, Hotel du Nord

    Przeciętna powieść, do której wracam do parę lat. Na okładce napisali: „Hotel du Nord przypomina starą, pożółkłą fotografię, na której utrwalony został obraz życia nad kanałem Saint-Martin”. No i prawda, ale nie cała prawda. Bo ta fotografia, choć faktycznie sprawiająca na pierwszy rzut oka wrażenie zakurzonej, przy bliższym poznaniu okazuje się kipiącym emocjami tyglem. To…

  • Świat jest żaden

    Pisarz w średnim wieku próbuje utrzymać głowę nad powierzchnią. Jest spłukany, w trakcie upadłości konsumenckiej, bez porywającego pomysłu na życie, rozdarty miedzy dwiema kobietami, które od czasów licealnych trzymają jego serce na uwięzi. Dodatkowo mężczyzna przeżywa niesamowicie mocne napady wspomnień, których mieć nie powinien. Czy jest elementem gry zaprojektowanej przez kogoś innego? Czy jest dowodem…