Niemiecka jesień. Zapomniany gatunek, zapomniane tragedie

Jesień 1946 roku była dla Niemców tragicznym okresem. Dla wszystkich Niemców. Rozpoznawalni naziści tracili życie w procesach, szeregowi hitlerowcy dostawali pokutę. Wszyscy cierpieli potworny głód, ziąb i złość. Głównie na samych hitlerowców, ale też na okupantów, którzy zbyt przeciągali – zdaniem niektórych – odbudowę Niemiec.

Stig Dagerman był szwedzkim dziennikarzem, który przyjechał w drugiej połowie 46 roku do Niemiec, żeby napisać cykl reportaży. Dla młodszych czytelników informacja, że jest to najbardziej arystokratyczny gatunek dziennikarski jaki kiedykolwiek stworzyły media drukowane. Dzisiaj niestety w zaniku.

Dagerman snuje swoją opowieść o niemieckiej jesieni 46 w sposób idealny. Bez żadnych tez, założeń, wytycznych – po prostu, przyjechał do kraju bestialskich zwierząt, które zgotowały całemu światu kilka lat piekła, z piecami krematoryjnymi włącznie. Mimo to przyjechał do kraju, w którym zobaczył to, co tam z pewnością naprawdę było. Zwykłych ludzi. Głodnych, zmarzniętych ludzi. Szlachetnych antyhitlerowców, którzy musieli się ukrywać ze swoimi poglądami, którzy – jak mówi jeden z bohaterów – żyli dwanaście lat z jedną nogą w obozie koncentracyjnym, ale też sukinsynów, którzy trzy, cztery lata wcześniej wieszali w pobliskim lesie dezerterujących dzieciaków z Volkssturmu. Znając ludzką naturę, można uwierzyć, że tym ostatnim żyło się w okupowanych Niemczech nieco lepiej, niż bohaterom. Zwykle tak bywa.

Poczucie winy było wśród Niemców duże, ale trudno było spodziewać się narodu masowo sypiącego głowy popiołem. Nie było czasu i możliwości. Główni sprawcy niemieckiego szaleństwa byli już martwi. Zostali żywi, którzy bardzo chcieli tacy pozostać możliwie jak najdłużej. To co przeżywali okupowani Polacy – tym razem pod względem ekonomicznym, życiowym, dotknęło Niemców. Trudno jest nam, Polakom, wzbudzić w sobie współczucie, kiedy mamy w pamięci dzieci walczące na warszawskich ulicach w sierpniu 44. Kiedy Dagerman pisze o zbombardowanym, zburzonym kwartale Hamburga, chciałoby się zaprosić go właśnie wtedy do Warszawy. „Kolejka jadąca z normalną prędkością przemierza to rozległe pustkowie w ciągu kwadransa i przez ten czas ani ja, ani mój milczący cicerone nie dostrzegliśmy przez okno żywej duszy w niegdyś najgęściej zaludnionej części Hamburga. Wagony są przepełnione, jak we wszystkich niemieckich pociągach, ale nikt poza nami nie patrzy przez okno i nie ogląda najbardziej może przerażającego obszaru ruin w Europie”. Patrząc na ruiny Warszawy 45, chciałoby się zaprosić tam szwedzkiego reportera…

Niemcy, głodne, upokorzone, sponiewierane. Niemieckie dziewczyny, wyzywająco umalowane na kolanach pijanych amerykańskich żołnierzy. Przerażeni ludzie mieszkający z piwnicach, brodzący w kilkunastocentymetrowej wodzie i kradnący ziemniaki okolicznym rolnikom. Wybory w okupowanej przez aliantów części Niemiec. Sądy dla dzieciaków, którzy przysięgali wierność Wodzowi.

Jak dobrze, że tego reportażu nie zrobił wówczas nikt z Polski. Teraz, po kilkudziesięciu latach można spojrzeć na niemiecką jesień 46 z większym dystansem.

Podobne wpisy

  • Kiepścizna Ziemkiewicza

    Szanuję Rafała Ziemkiewicza zarówno jako pisarza („Pieprzony los kataryniarza” na długo zmienił moje widzenie polskiej SF), jak i publicystę („Polactwo” było doskonałą diagnozą naszego status quo). Tym większe rozczarowanie przyniosła mi lektura „Żywiny”. „Żywina” miała być powieścią, jakiej polska literatura po Okrągłym Stole się nie doczekała. Powieścią o „kisielu”, w którym kazali i każą pływać…

  • Wbrew wskazówkom zegara

    Czas fascynuje ludzi od zawsze, ale dla Dicka jest jedną z przestrzeni, w których można znaleźć coś ciekawego. Mówi się, że argumenty ad absurdum bywają domeną dzieci i mędrców. Kim był Dick pisząc „Wbrew wskazówkom zegara”?  Pomysł na fabułę jest prosty: w przyszłości zaobserwowano zjawisko, które nazwano Fazą Hobarta. Polega to na odwróceniu osi czasu….

  • Renko w morde

    To co się działo na polskiej wsi w pierwszych powojennych powiedzmy 20 latach to chyba najmniej przeze mnie znana karta naszej historii. Coś tam wiemy o nacjonalizacjach, kombinatach, PGR-ach, kułakach. Dlatego z zaciekawieniem zabrałem się za zbiór reportaży pt. „Wszystko do wygrania”, choć ze świadomością, że jest to typowa komunistyczna agitka. O socrealistycznej prozie wiadomo…

  • |

    104 nuty w pogrzebowym marszu Mauthausen

    Historia mówiona to ciekawy projekt, w którym opowiadają świadkowie. „Ocaleni z Mauthausen” jest zbiorem wypowiedzi, krótszych lub dłuższych opowieści stu czterech więźniów obozu Mauthausen, którzy przetrwali piekło.  Wszystkie książki na temat obozów koncentracyjnych można było dotychczas podzielić na dwa rodzaje: albo były to prace naukowe badaczy bazujących na dokumentach historycznych i wspomnieniach świadków, albo autobiograficzne…

  • Świat jest żaden

    Pisarz w średnim wieku próbuje utrzymać głowę nad powierzchnią. Jest spłukany, w trakcie upadłości konsumenckiej, bez porywającego pomysłu na życie, rozdarty miedzy dwiema kobietami, które od czasów licealnych trzymają jego serce na uwięzi. Dodatkowo mężczyzna przeżywa niesamowicie mocne napady wspomnień, których mieć nie powinien. Czy jest elementem gry zaprojektowanej przez kogoś innego? Czy jest dowodem…

  • Wszyscy muszą zginąć

    Dzieciak wchodzi z bronią do szkoły i zaczyna się jatka. Początek mocny, prawda? Pytanie co dalej. Można, jak u Kinga, pociągnąć wątek gry, która ujawni złożone relacje między rówieśnikami i nieprawdopodobnie skłębioną psychikę głównego bohatera, a można, jak Marcel Moss, skończyć na samej masakrze i paru gejowskich scenach. „Wszyscy muszą zginąć” zapowiada się naprawdę dobrze….