Czary mary w 170 milionach egzemplarzy

Długo się broniłem przed zjawiskiem pod nazwą „Dan Brown”. Ale jak dotarła do mnie informacja, że sprzedał on już 170 milionów egzemplarzy swoich powieści, zmiękłem. To nie ciekawość czy zazdrość 😉 mną kierowały, tylko poczucie obowiązku. Po prostu Dan Brown zajął w ostatnich latach taką pozycję w kulturze, że zwyczajnie trzeba go znać. No to spróbowałem… kod leonarda da vinci

Na pierwszy ogień poszedł „Kod Leonarda Da Vinci”. Niby wyrosłem już z Pana Samochodzika, ale bądźmy szczerzy: jeśli ktoś w młodości chłonął z wypiekami Nienackiego, to został zainfekowany na zawsze. Można się wypierać i zaklinać, ale dobrze napisana powieść o tajemnicach, przygodach, ucieczkach i skarbach zawsze wywoła ten sam znany z młodości rumieniec. Nic to, że autor obraża czytelnika traktując go momentami jak ostatniego idiotę – „to na pewno z myślą o amerykańskich odbiorcach” myślimy sobie ignorując nieprzyjemne sugestie Browna. A ten stosuje naprawdę proste sztuczki żeby nas przykuć do lektury. I chwała mu za to.

Sama historia zaginionych dowodów na to, że Jezus ustanowił głową kościoła swoją żonę, a źli faceci wszystko przekabacili jest mocno naiwna. Zwłaszcza kiedy autor stara się możliwie najmocniej uwiarygodnić swoją tezę przytaczając rzeczywiste fakty i dokumenty. Dopóki traktujemy lekturę jak rozrywkę, każdy chwyt jest dozwolony, jednak kiedy „Kod” trafi w ręce czytelnika szukającego Prawdy a nie zabawy, może mu zrobić krzywdę. Albo zachęcić do samodzielnej przygody z tekstami źródłowymi, opracowaniami historycznymi i… dziełami sztuki. inferno-b-iext23216627

Mimo wszystko zachęcony chciałem sprawdzić, czy pozostałe powieści Browna trzymają poziom wyznaczony przez „Kod”. Sięgnąłem po „Inferno”. Podobnie jak w „Kodzie” cała intryga jest oparta na jednej, wyrazistej tezie. Tam była to żona Jezusa, tutaj jest… przeludnienie. A skoro jest nas już tak dużo, a ostatnie dziesięciolecia to niespotykana dotychczas w historii nie tylko naszego gatunku erupcja przyrostu naturalnego, apokalipsa jest blisko. Pojawia się więc na scenie genialny wariat, niewyobrażalnie bogaty naukowiec chcący przerwać ten chocholi taniec by uratować Ziemię. Jedyną drogą jest szybkie i drastyczne zmniejszenie populacji. W pogoń za nim rusza oczywiście profesor Langdon, oczywiście pojawiają się spiski, rządy, WHO, kościół i  piękna kobieta. I oczywiście – jak w „Kodzie” – wszystko kończy się niejednoznacznie. Brzmi ciekawie? Problem w tym, że „Inferno” jest napisane – albo przetłumaczone, bo czytałem po polsku – dramatycznie źle. Po prostu męczy. Tego typu powieść powinna porywać, łapać za koszulę i trzymać do ostatniej strony, a „Inferno” tylko macha rękami…

Podobne wpisy

  • Otoczone drutem miasto

    Żydowskie getto w środku Łodzi dla wielu uczestników tych koszmarnych wydarzeń wydawało się wybawieniem. Oto bowiem w morzu okropieństw, bezpardonowych rabunków, gwałtów, mordów powstaje miasto, w którym Żydzi sami będą się rządzić. Naprawdę wielu wierzyło, bądź przynajmniej usilnie starało się w to uwierzyć. Wydana w 2015 roku przez Instytut Pamięci Narodowej książka Adama Sitarka świetnie…

  • Cieniom młodych lat 

    Juliusz Kaden-Bandrowski był za życia doceniany, a po śmierci w dymach powstania warszawskiego bywał wręcz przeceniany. Tylko przez krótki czas stalinowskiego terroru jego powieści były wycofane z obrotu, a i wówczas nie wszystkie, dwie z nich wciąż były drukowane i sprzedawane: wydane w 1925 roku „Miasto mojej matki” i rok późniejsze „W cieniu zapomnianej olszyny”. …

  • |

    Dachau

    Książki pisane przez byłych więźniów obozów koncentracyjnych czasem – nie zawsze – mają jedną olbrzymią wadę: ich autorom wydaje się, że przez fakt bycia w środku piekła, mają jego najlepszy ogląd. Tak nie jest. Więźniowie, którzy później poświęcili mnóstwo czasu i energii na zgłębianie źródeł, dokumentów które udało się uchronić przed zaginięciem lub zniszczeniem, mają…

  • Tajemnica Roswell na ludowo

    Przyznaję, nie czytałem dwóch pierwszych tomów przygód dzielnego Tylera Locka, choć sprzedały się w milionach egzemplarzy i zostały przetłumaczone na ponad 20 języków. Lubię thrillery z nutką spisków, ale jakoś Boyd Morrison mnie odstraszał zbytnim jak na mój gust epatowaniem komercją. „The Roswell Conspiracy” przeczytałem w dwa wieczory i teraz nie wiem sam, czy to…

  • Małolata, która nas zmieniła

    Pamiętam, że w licealnych czasach lektura „Szklanego klosza” to była obowiązkowe przeżycie pewnego rodzaju osób. Nie wiem czym się wyróżnialiśmy, ale z całą pewnością było to coś z kategorii masochistycznego totemu. Sylwia Plath, The Cure, Bauhaus, Dead Can Dance. Jakiś parszywy kanon ludzi szukających czegoś na drugim końcu tęczy. Po naprawdę wielu latach wróciłem do…