Zdrajcy, tchórze i kolaboranci. Portrety upadku 

Drozdowski ma rację, kiedy pisze, że nie każdy błąd to zdrada i nie zawsze to, co wygląda na zdradę, rzeczywiście nią jest. Niestety, historia nie zawsze daje dystans, w którym lepiej widać motywację i czyn, a przez to łatwiej jest szafować ocenami. Kolejna książka bydgoskiego historyka, popularyzatora i badacza zajmującego się głównie II wojną światową, a dotycząca mało znanych lub wciąż dyskutowanych aspektów polskiej historii, trafiła właśnie do księgarń. Czy warto po nią sięgnąć? 

To już kolejny tytuł w serii z czerwonymi okładkami. Wcześniej Drozdowski opowiadał m.in. o polskich, niemieckich i sowieckich tajemnicach II wojny światowej, o medycznych zbrodniach nazistów i sekretach ich obozów koncentracyjnych. Czy w tym kontekście można robić wyrzuty o tytuł najnowszej książki? Czytelnik niezorientowany w zainteresowaniach autora i koncepcji serii wydawniczej mógłby mieć pretensje o zakres czasowy, którego tytuł nie obejmuje i oczekiwać, że wśród zdrajców, tchórzy i kolaborantów znajdą się choćby przedstawiciele polskiej szlachty. Bo iluż z polskich czytelników na hasło „zdrada” natychmiast szepcze odzew: Targowica? Tym niemniej i taki czytelnik, jak sądzę, spędzi przyjemnie i mądrze czas, czytając o niełatwych w ocenach postaciach drugowojennych. 

Polskie społeczeństwo jest od dawien dawna radykalnie podzielone w ocenach wielu postaci i decyzji. Co gorsza politycy od zawsze z dużym skutkiem próbują rozgrywać konflikt między frakcjami odmiennie oceniającymi konkretne nazwiska i zachowania. A najgorsze, że bywają historycy, którzy ochoczo zajmują stanowisko po jednej lub drugiej stronie barykady. Na szczęście Drozdowski zachował chłodną głowę i potrafił rozsądnie pokazać zarówno ewidentnych zdrajców, jak i postaci, co do których warto powstrzymać się od radykalnych sądów. 

Co ważne, autor nie skupia się na samym akcie rzeczywistej czy rzekomej zdrady. To byłoby zbyt tabloidowe i tak naprawdę nie służyło niczemu, oprócz rozbudzania emocji. Drozdowski postawił sobie poprzeczkę zdecydowanie wyżej i podejmuje próbę analizy wcześniejszych losów każdej postaci i zrekonstruowania na tym tle motywacji, stojących za konkretnymi decyzjami. W efekcie czytelnik dostaje solidną garść faktów, z którymi musi się zmierzyć i wyciągnąć własne wnioski. 

Bo czy naprawdę możemy jednoznacznie ocenić każdego Pomorzanina, który podpisał volkslistę i każdego Kaszuba, który walczył w mundurze Wehrmachtu? Czy naprawdę umiemy ocenić stan psychiki kapitana ORP „Orzeł”, który dla wielu był i wciąż pozostaje tchórzem i zdrajcą? A jak ocenimy górali, którzy garnęli się do niemieckiej armii, a potem z niej pryskali przy pierwszej okazji? Albo jak ocenić Gwardię Ludową, przemianowaną później na Armię Ludową, która walczyła nie tylko z Niemcami, ale i z podziemnym wojskiem lojalnym wobec rządu w Londynie? 

„Zdrajcy, tchórze i kolaboranci” to ciekawa lektura, która daje sporo pytań, zasiewa wiele wątpliwości. Taka powinna być lektura, jeśli chce zostać w czytelniku na dłużej. Drozdowski kolejny raz pokazał, że umie zainteresować, zarazić swoją pasją i ma zbyt duży szacunek do czytelnika, żeby mu wciskać własne opinie. Pokazuje fakty, uczciwie osadza je w kontekście i dzięki temu każda z opowieści wydaje się wciąż żywa. 

Krzysztof Drozdowski, Zdrajcy, tchórze i kolaboranci. Portrety upadku, Replika, Poznań 2026

?

[Książkę otrzymałem w prezencie od autora]

Podobne wpisy