Arystokratka ducha w piwnicznym schronie

Sabina Sebyłowa miała we wrześniu 1939 roku 39 lat. Od urodzenia – z małą przerwą na ulicę Wilczą, gdzie ja mieszkałem przez krótki czas prawie sto lat później – była związana z jedną i tą samą kamienicą przy ulicy Brzeskiej. Praga była całym jej światem, nie licząc krótkich wakacyjnych wypadów do letniskowego domku za miastem. Przed wojną zajmowała się domem – starymi rodzicami, młodziutkim synem i robiącym niesamowitą karierę bardzo utalentowanym poetycko mężem. A we wrześniu zaczęło się piekło.

Mąż, Władysław jako oficer wziął udział w kampanii wrześniowej. Po wielu miesiącach ciszy, do pani Sabiny dotarły trzy listy z Ostaszkowa. A potem cisza. W „Notatkach z prawobrzeżnej Warszawy” autorka do końca się łudzi, że mąż wróci do domu razem z polską armią, która wraz z sowietami wypędziła Niemców z Pragi. Pamiętnik Sebyłowej ukazał się w 1983 roku – trzy lata po jej śmierci. Wydawca, cenzorzy – wszystko to z pewnością wpłynęło na ostateczną zawartość „Notatek”. Stąd nie ma za bardzo mowy o Katyniu, raptem w paru słowach odnotowane jest zdziwienie sowieckich żołnierzy, że są już w Warszawie, bo przecież trzy tygodnie stali bezczynnie parę kilometrów dalej, kiedy wykrwawiało się Powstanie.

Ale to smaczki dla niektórych. Sednem „Notatek” jest zwykłe życie niezwykle uzdolnionej, bardzo wykształconej pani w średnim wieku, która zamiast opery, książek, filharmonii i teatru zmaga się z nalotami, łapankami, głodem i zimnej praskiej piwnicy, która udaje schron, choć tak naprawdę przed niczym nie chroni. Pani Sabina jest na tle koszmarów okupacji, publicznych egzekucji i totalnego terroru postacią zupełnie z innej planety. Z uwagą śledzi piwniczne plotki, język polskich dzieci bawiących się na podwórku w „łapankę”, kłamstwa oficjalnej polskojęzycznej prasy okupacyjnej, modę, a nawet zachowania pań nie najcięższych obyczajów, które równie ochoczo przystają na amory faszystów, co chwilę później sowietów. Kiedy chce znaleźć w sobie siłę na przeżycie, recytuje po cichu z pamięci klasykę polskiej poezji.

Są jeszcze tacy ludzie?

Pani Sabina Sebyłowa umarła w 1980 roku. Nie doczekała się rehabilitacji męża, którego – jako obciążającego katyńskie sumienie – skazano po wojnie na zapomnienie. Nie doczekała wolnej Polski. Czy żyje jeszcze jej syn, który z takim zacięciem jako nastolatek obserwował z dachu kamienicy walczącą Warszawę? Na ich podwórku powstańcy byli jeden dzień. Bez broni, bez pomysłu na walkę, bez sensu. Sami lokatorzy mieli do nich żal, że narażają nie tylko siebie, ale i mieszkańców. Maciej codziennie patrzył, jak walczą także i jego rówieśnicy.

Pięć lat okupacji oczami arystokratki ducha. Wiele bym dał, żeby przeczytać dzisiaj nowe wydanie opracowane na podstawie tekstu źródłowego, bo niestety edycja ze stanu wojennego zbytnio pachnie cenzorskimi rękami. Tym niemniej jest to bardzo istotny ślad. Takie ślady należy pielęgnować.

Na zaostrzenie apetytu parę zdań:

12 września 1939:

Dziś nie wolno pocałować własnego dziecka, pogładzić. To mogłoby załamać. Ręka wyciągnięta tkliwym gestem zastyga w półruchu. Kogo prosić? Jakimi słowami? Jak go uchronić przed grozą wojny? Muszę go strzec sama. Strzec – pusty dźwięk. Władysław na nie znanej wojnie, w odległym, cudzym świecie.

Wojna – kondensacja samotności.

24 kwietnia 1942:
Pierwsza platforma i pierwszy przedział wozu motorowego przeznaczone są dla Niemców: „Nur fur Deutsche”. Konduktor zwraca się do kobiety jadącej w niemieckim przedziale: „Proszę za bilet!” Volksdeutschka się zaperza: „Jak pan śmie! Do mnie się mówi: „Bite!” Nie zrażony tym konduktor, stary warszawski tramwajarz, patrzy na nią urągliwie znad szkieł okularów i odpowiada rozwlekle: „Będzie i bite, będzie…”

Jeżdżenie tramwajem poza ustawiczną obawą przed łapanką, tłoczeniem się niczym w prasie, obrzydza w niemałym stopniu obecna damska moda. Kobiety noszą krótkie, wolno na kark puszczone włosy i chodzą z gołą głową. Przy ciasnym staniu jednych obok drugich, z unieruchomionymi nieledwie przez ścisk rękami, cudze włosy, nie zawsze czyste, dotykają ust pasażerów. Brrr!

13 listopada 1942:
Maciej uczy się „Reduty Ordona”:

… Bo dzieło zniszczenia
W dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia;

– powiedział Mickiewicz. Nie wierzę. Dzieło tworzenia, dzieło niszczenia. Jakieś wspólne, odkrywcze sprawy polepszą świat. Jeżeliby – już nie za mego życia. Nie mam na co liczyć.

9 stycznia 1944:
Nie przypuszczałam, że podczas antyludzkiej, chociaż przez ludzi prowadzonej, wojny, przeżyję tak wzruszający wieczór.
Bywam na ściśle zamkniętych spotkaniach, gdzie się czyta lub ktoś mówi wiersze zakazane. Muszą się nie zatracić ludzkie kategorie wyrażania tego, co ludzkie. Jakżeby żyć tylko w nieludzkich?

W nadzwyczaj kulturalnym i gościnnym domu Józiów Sosnowskich Krzysztof Baczyński czytał swoje wiersze. Była i pani Baczyńska, matka poety.
Baczyński jest piękny. Pięknością, jaka się zawsze kojarzy ze smutkiem, przeczuciem dramatu. To jest wcielenie herosa. Inne słowo się nie nadaje. Herosa współczesnego, samotnego, choć nie osamotnionego.

Mówiliśmy o sprawach literacko-politycznych. Oczekiwaliśmy na jego wiersze. przeczytał kilka. Także „List z obozu”. I serce wytrzymało. Moje. Nie mogę mówić.

Podobne wpisy

  • Autodestrukcja

    Wstyd przyznać, ale znam twórczość Bartłomieja Siwca połowicznie: poezję owszem, znam, cenię i posiadam chyba wszystkie jego tytuły, ale proza dotychczas mi gdzieś umykała. Jako że wydał dotychczas już cztery powieści, przyszedł czas, żeby wejść w prozatorski świat szefa bydgoskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.  „Autodestrukcja” ukazała się drukiem w 2014 roku. Fabuła jest osadzona we…

  • nieme skrzypce 

    Grzegorz Kalinowski. Pisarz (opowiadań), eseista, krytyk. Magik. Za przeproszeniem – działacz. Co wydał, to zbierało nagrody. Jak nic nie wydaje, to też dostaje. Zasłużenie!  Zbiór sześciu opowiadań pod wspólnym tytułem „nieme skrzypce” Kalinowski wydał w 2021 roku. Przeczytałem je pięć lat później. Ale przecież to nie ma najmniejszego znaczenia, bo święta rzeka wciąż płynie, a…

  • Możemy cię zbudować

    Dick jest mistrzem SF, wiadomo, ale przecież nie tylko. Bywają i takie powieści, w których przyszłość, fantastyka naukowa itp są jedynie osnową dla prawdziwego, uniwersalnego dramatu. Taką powieścią jest właśnie „Możemy cię zbudować”.  To nie jest kanoniczny utwór Dicka. Oj nie, daleko mu do tych, o których myślimy w pierwszym rzędzie mówiąc o prozie Philipa…

  • Zawsze

    Zmarły w 2017 roku Krzysztof Derdowski był twórcą wszechstronnym: prozaikiem, poetą, dziennikarzem, ale i dramaturgiem. Niestety, niewiele jego utworów dramatycznych ukazało się drukiem. Praktycznie jedyną zwartą pozycją jest wydany w 2004 roku zbiór jednoaktówek zatytułowany ?Zawsze?.  We wstępie do zbioru profesor Przemysław Czapliński zwraca uwagę na wyrazistość bohaterów, którym Derdowski każe miotać się w ciasnym…

  • Historia na czerwono

    Podhalańskie podziemie niepodległościowe, czy szerzej – antyhitlerowskie – było ogromne. Walczyli tam wszyscy: ludowcy, komuniści i narodowcy. Walczył tam „Zawisza”, „Tatar”, „Ogień”. Alfons Filar wybrał jednak monochromatyczną, czerwoną wersję historii, w której jedyną znaczącą siłą była na pograniczu polsko-słowackim partyzantka radziecka. Autor „Za pasem broń. Z dziejów ruchu oporu na Podhalu” to znana postać. Jego…

  • |

    Kobiety z bloku 10

    Auschwitz jest dzisiaj nie jedynym z obozów, ale symbolem wszystkiego co z człowiekiem zrobiła niemiecka, narodowo-socjalistyczna ideologia. A barak nr 10 mógłby być symbolem tego, jak w obliczu ludobójstwa zachowywała się ówczesna niemiecka medycyna.  Barak, czy jak wolą niektóry go nazywać – blok, numer 10 miał specjalny status w Auschwitz. Tam właśnie przeprowadzano eksperymenty medyczne…