Czas upływa tykaniem zegara

Obserwujemy właśnie w Bydgoszczy nieprawdopodobny zbieg bardzo późnych debiutów, lepszych i słabszych, ale na pewno ciekawych. Witold Stanisław Kozak, – nie wypominając: rocznik 1956 – wydał właśnie debiutancki tom poezji zatytułowany ?Czas upływa tykaniem zegara?. Niech nie zrazi czytelnika ten nieco banalny tytuł, któremu towarzyszy adekwatna ilustracja na okładce! Wewnątrz czeka piękne i wzruszające dojrzałością liryczne uniwersum. 

Witold Stanisław Kozak jest artystą wszechstronnym, wydaje się, że jedynie muzyka nie należy do jego domeny. Jest bowiem poważanym plastykiem (tak malarzem, jak i rzeźbiarzem i grafikiem), krytykiem sztuki, filozofem, dziennikarzem, a teraz jeszcze pełnowymiarowym poetą. Liryczny debiutant idzie pod prąd i łamie obserwowane od dziesięcioleci trendy, z których słynie Bydgoszcz. Inaczej bowiem niż masa artystów parających się najróżniejszymi dziedzinami sztuki wybrał to miasto świadomie! Kozak wychował się w Warszawie, gdzie skończył liceum, dojrzewał w Lublinie, gdzie skończył historię sztuki na KUL i w znów w stolicy, gdzie studiował teorię sztuki i malarstwo. Był dziennikarzem we Francji i wykładowca historii sztuki w Monte Carlo. Finalnie osiadł w Bydgoszczy, co już samo w sobie wskazuje dobitnie, że mamy do czynienia z postacią nietuzinkową. By nie powiedzieć mocniej. 

Książka zawiera kilkadziesiąt wierszy, których główny temat krąży wokół przemijania i eschatologii człowieka dojrzałego. Powaga tematów nie powinna wprowadzić w błąd. Kozak nie wygłasza swoich mądrości ex cathedra, jest to raczej seria zwierzeń starszego przyjaciela. Jego poezje wydają się proste, choć autor nie ukrywa swojej erudycji i ogromnej wrażliwości językowej, pozwalającej mu na owocne podróże w czasie, estetyce słowa i emocjach czytelnika. Nie jest mu obcy uśmiech, który towarzyszy fragmentom ocierającym się o fraszkę. 

To, co się niestety rzuca w oczy, to nagromadzenie środków, które uwodzą autorów mniej doświadczonych. Momentami nieco kłuje w oczy ewidentna fascynacja trzykropkiem, powtórzeniami, wyróżnianiem pewnych fragmentów wielkimi literami, paradoksem. Kozak potrafi zauroczyć świeżą metaforą, aby po chwili położyć przed czytelnikiem mocno już zużytą przenośnię. 

Najważniejsze jest jednak przesłanie tomu: świadomość nieuchronnego umierania, odchodzenia systematycznego i pewnego, nieodwołalnego. Można powiedzieć, że tego rodzaju konstatacje bywają banalne, ale w przypadku Witolda Stanisława Kozaka jest inaczej. Dawno nie czytałem nikogo, kto by tak mądrze, spokojnie, stoicko rozprawiał o tym, co dostojnie czeka tuż za rogiem. Spokój i dystans autor znajduje nie tyle w sztuce, choć w niej również, co w wierze w Boga, jako dawcy wieczności. O ile jednak poezja religijna kojarzyć się może z pewną emfazą, z językiem ocierającym się o banał lub hermetyczność, to u Kozaka jest inaczej. On potrafi mówić o sprawach najważniejszych w sposób zadziwiająco prosty, spokojny, pewny. Nie chowa się za pojęciami, symboliką i metaforyką spraw ostatecznych, mimo że ?pozostała tylko chwila?. ?Zbyt mało przeżyłem życia? – mówi bohater liryczny Kozaka, ale w tym zwierzeniu, najintymniejszym z intymnych, nie ma przecież rozpaczy wyrażonej wprost, jest raczej pewien ledwo odczuwalny żal. 

?Czas upływa tykaniem zegara? nie przejdzie do historii literatury, ale będzie mocnym świadectwem godności człowieka, który chce powiedzieć światu swoją prawdę. I jako taką warto ją mieć w swoich zbiorach. Jestem przekonany, że będę do niej wracał jeszcze wielokrotnie. 

Książka jest do nabycia w bydgoskiej księgarni Gratka w cenie 15 zł. Gdzie jeszcze? Nie wiem, ale warto się pospieszyć, bo nakład – według okładkowej deklaracji – wyniósł raptem 150 egzemplarzy. Wydawnictwo Pejzaż, 2025. 

Podobne wpisy

  • Rywale z podwórka – Andrzej Soysal

    To powieść autobiograficzna, koloryzowana oczywiście – bo zaczyna się w okolicach Makowa i Babiej Góry podczas okupacji niemieckiej, kiedy autor i główny bohater ma zaledwie kilka lat. Poznajemy więc najpierw brutalność hitlerowskich rządów na zapadłej góralskiej prowincji. Morderstwo ostatniego we wsi żyda, ukrywanie w stodole żydowskiej dziewczynki, terror uznający świniobicie za akt sabotażu – wszystko…

  • Wrota piekieł

    Znowu wlazłem w piekło. Od lat czytam o obozach koncentracyjnych, pracy, zagłady i próbuję zrozumieć, jak to było możliwe. Wciąż nie wiem. Autobiograficzna opowieść Anji Lundholm „Wrota piekieł. Ravensbruck” mi nie pomogła. Pogłębiła jedynie rozpaczliwe zadziwienie, jakiego rodzaju gatunkiem zwierząt byli ci, którzy te miejsca stworzyli. Ravensbruck był obozem specyficznym z dwóch względów: był to…

  • Mix niemal doskonały

    Są powieści, którym się stawia poważne wymagania, ale są też takie, od których się oczekuje doskonałej rozrywki. Pochodząca z zamierzchłych czasów początku lat 90. powieść „Mesjasz” bydgoskiego autora Tadeusza Oszubskiego jest w tej drugiej kategorii na samym szczycie. „Mesjasz” jest miksem czarnego kryminału w stylu Raymonda Chandlera, powieści grozy, dark fantasy i dobrej sensacji. Prowadzący…

  • Katarscy Doskonali

    W powszechnej świadomości wiara katarów zaginęła razem z rzezią zamku Montsegur. Tam po wielu miesiącach oblężenia w 1244 roku ostatnich kilkuset wiernych poddało się papieżowi. Poddało mu swoje ciała, ale nie dusze. Zostali żywcem spaleni, bo nie wyrzekli się swojej wiary. A była to wiara dzisiaj prawie zupełnie zapomniana. Odwoływali się do Nowego Testamentu, do…

  • Miłość i inne powody do zwyrodnienia

    Czy można z miłości zostać kompletnym świrem? Pewnie można, ale nie o takie „świrowanie” akurat chodzi w „Keeping the dead” (po polsku wyszło jako „Mumia”). Tess Gerritsen nie lubi prostych rozwiązań. [uwaga: zdradzam fragmenty fabuły] Syn obrzydliwie bogatego biznesmena, pasjonującego się archeologią, zakochuje się w koleżance podczas wykopalisk w Egipcie. Jednak ta miłość jest nie…

  • Kruchy lód

    Miałem ostatnio słabą passę. Postanowiłem poczytać polskich autorów kryminałów, powieści sensacyjnych, thrillerów – tego wszystkiego, co od dłuższego już czasu staje się powoli jednym gatunkiem nazywanym po prostu bestsellerami. Problem w tym, że chwilę wcześniej przeczytałem Kinga, Stephena Kinga. A potem Browna, Dana Browna. I okazało się, że o poprzeczkę porozbijały sobie głowy największe polskie…