Ostatni taki esteta

W połowie kwietnia zmarł Maciej Obremski. Nikt nie potrafił mówić o historii zaklętej w budynkach tak, jak on. Przypomniałem sobie właśnie zbiór jego felietonów wydany w 1999 roku zatytułowany „Z krasnalami do Europy”.

obremski-1Zbiory felietonów mają to do siebie, że rzadko się bronią przed upływem czasu. Te teksty dzisiaj czyta się mimo wszystko znakomicie. Obremski opowiada o podróżach: tych dalszych – do ukochanych Włoch, Niemiec, Francji, przez bliższe – dworki i pałace Kujaw i okolic, do najbliższych – spacerów bydgoskimi ulicami. Pierwsze felietony pochodzą z początku lat 90. Obremski jest zadziwiony, jaką popularnością przy zachodniej granicy cieszą się makabryczne figury krasnali, jak Niemcy próbują scalać swoją ojczyznę. Ze wzruszeniem opowiada o Rzymie. Ale wiadomo: dla mnie najciekawsze były emocje związane z Bydgoszczą. Obremski jest dla swojego ukochanego miasta jak ojciec: troskliwy, ale surowy 😉 A przede wszystkim zdumiała mnie aktualność jego ówczesnych obserwacji. No bo tak z ręką na sercu, czy nie miał racji i nie ma jej do dzisiaj, kiedy prawie 20 late temu pisał o ulicy Gdańskiej tak:

Wiedień ma swoją Kertner Strasse, Berlin Unter den Linden, Paryż Champs-Elisees, Rzym via Condotti, St. Petersburg Newski Prospekt, Kraków Floriańską, Gdańsk Długi Targ, Toruń Szeroką, Łódź Piotrkowską, a Bydgoszcz też niby ma pryncypalną ul. Gdańską…, ale czy ona taka pryncypalna, czy taka centralna, czy najładniejsza, czy salonowa? Taka ładna, rasowa dama, ale też jakby nieco wczorajsza, skacowana i słaniająca się na nogach w pończochach z lecącymi oczkami. Zalotna rozmazanym makijażem, pamiętająca upojny bal, ale z odciskami i poranną zgagą…

Boli, prawda? Taka właśnie jest wciąż ulica Gdańska. I taki też, lekki, choć czasem dosadny był styl felietonów Macieja Obremskiego. Warto sięgnąć po tę książkę, żeby przypomnieć sobie, jak przyjemne może być zauroczenie tym, co było.

"Z krasnalami do Europy" Maciej Obremski

"Z krasnalami do Europy" Maciej Obremski
8.5

Aktualność

8.0/10

Lekkość stylu

9.0/10

Podobne wpisy

  • Wrota piekieł

    Znowu wlazłem w piekło. Od lat czytam o obozach koncentracyjnych, pracy, zagłady i próbuję zrozumieć, jak to było możliwe. Wciąż nie wiem. Autobiograficzna opowieść Anji Lundholm „Wrota piekieł. Ravensbruck” mi nie pomogła. Pogłębiła jedynie rozpaczliwe zadziwienie, jakiego rodzaju gatunkiem zwierząt byli ci, którzy te miejsca stworzyli. Ravensbruck był obozem specyficznym z dwóch względów: był to…

  • Wybaw nas – Krug!

    Ależ to dobre! Doskonałe! Twarde, konkretne SF. Klasyka gatunku. Za każdym razem kiedy sięgam po cokolwiek Roberta Silverberga mam wrażenie, że czytam na kilkuset stronach definicję fantastyki naukowej. „Wieża światła” nie jest wyjątkiem. XXIII wiek. Ludzie są w mniejszości, nie ma już państw, kosmos stoi otworem. Simeon Krug jest najbogatszym człowiekiem na Ziemi. Zbudował olbrzymie…

  • |

    Niemieccy lekarze na ławie oskarżonych

    „Nieludzka medycyna” dwóch niemieckich lekarzy to pozycja obowiązkowa, a właściwie wystarczająca, żeby zapoznać się u źródła z tym, co robili nazistowscy lekarze. To w dużej mierze dosłowne zeznania lekarzy przed sędziami w Norymberdze. Mocny, bardzo mocny materiał, w efekcie którego część sprawców w kitlach została powieszona, a część skazana na długie lata więzienia.  Książka jest…

  • |

    Kolejny szczęściarz z Gusen 

    Obóz w Gusen – filia, która przerosła obóz-matkę w Mauthausen – był naprawdę piekłem. Nie był tak wielki i tak znany jak Auschwitz czy Majdanek, ale trafić tam, to był wyrok śmierci. Obóz przyklejony do kamieniołomów stał się grobem dla większości więźniów. Zbigniew Wlazłowski przeżył.  „Przez kamieniołomy i kolczasty drut” to opowieść młodzika, studenta medycyny,…

  • Hipnoza

    Jest jeden, ale za to bardzo istotny, kluczowy powód, dla którego nie byłem fanem Krzysztofa Bochusa: nie znałem jego twórczości. W ogóle przez długi czas stroniłem od literatury rozrywkowej, szukając wielkich prawd w literaturze bardziej wyrafinowanej. Teraz znów potrafię czerpać ogromną przyjemność z czytania powieści, które mają proste, choć szalenie trudne do realizacji, aspiracje: porwać…

  • Pani doktor pisze bestsellery

    Pani doktor zaczęła od harlekinów, skończyła na milionach sprzedawanych powieści nazywanych przez krytykę i wydawców thrillerami medycznymi. Faktycznie Tess Gerritsen, przynajmniej na podstawie „Bloodstream”, pisze oryginalne mieszanki romansowo-kryminalno-sensacyjno-medyczne. Wiem, to brzmi kiepsko – ale naprawdę świetnie się czyta. Idę dalej ścieżką bestsellerów. Gerritsen można kupić w 40 krajach świata i zrobiło to ponad 25 milionów…