Ramzes XIII. Wiecznie żywy pan obu światów

11/06/2020

Miałem może 12 lat. Może 14. Czytałem Nienackiego, czytałem o Indianach. I wtedy wziąłem z pułki rodziców „Faraona”. Bolesław Prus – nic mi to wówczas nie mówiło. Ale ta powieść na zawsze mnie zmieniła. Chciałem być faraonem, chciałem być pisarzem, chciałem być kapłanem. Przeczytałem ją od tamtych czasów wiele razy. Teraz kupiłem nowe wydanie, w twardej okładce, eleganckie edytorsko i poczułem się dokładnie tak samo, jak wtedy, trzydzieści lat temu. Zrzut ekranu 2020-06-11 o 23.39.23

„Faraon” jest czymś ponadczasowym, uniwersalnym. To jedna największych powieści nie tylko polskiej literatury, ale europejskiej, a może i światowej. Niedoceniana dzisiaj, nieznana poza Polską. Szkoda.

Opowieść o władzy, o lojalności, przyjaźni, miłości, wybaczaniu i przewidywaniu. O konflikcie między budowaniem dobrobytu państwa, a luksusem kasty (czy kast). O krótkiej pamięci „ludu” i o tym, że zawsze w polityce jest wymiar, przestrzeń, o której nie wie nawet faraon.

Prus nie był geniuszem, był rzemieślnikiem, który pisząc „Faraona” stanął na palcach i dotknął literackiego nieba. Tutaj każda postać jest tak krwista, że wychodzi z kart książki i towarzyszy nam długie godziny, dni, miesiące już po odłożeniu przeczytanej książki. Coś niesamowitego.

No Comments

Comments are closed.