woods
0
7/10
Coben jak makaron
Przeczytane / 26/04/2015

Wciąż ta sama opowieść, ale wciąż tak przyjemnie jest dać się porwać Cobenowi w podróż po uczuciach, błędach przeszłości, dylematach etycznych i moralnych. “The Woods” Harlana Cobena nie jest częścią serii o Myronie Bolitarze, którą ostatnio tak łapczywie chłonąłem. Ta powieść jest samodzielną historią, ale… Czy jest jakaś poważniejsza różnica między Bolitarem a prokuratorem Paulem Copelandem? Czy jest różnica między Esperanzą a Muse? Trochę rozumiem Cobena. Nie zmienia się zawodników, którzy wygrywają mecz. Jednak czytelnik mógłby się trochę czuć oszukany: bohaterowie są znani, opowieść pan Coben już opowiedział na kilkanaście sposobów, ba – nawet niektóre dialogi wydają się cytatami z innych jego książek. Zastanawiałem się nad tym już podczas przerw w lekturze. Czy można mieć żal do BB Kinga, że nie widział świata poza bluesem? Czy to nie za przewidywalność tak lubimy Woody Allena? Jak zwykle, o wszystkim w tej opowieści decydują mroki przeszłości. Prokurator Paul Copeland prowadzi sprawę przeciwko dwóm chłopakom z bogatych domów, którzy zgwałcili młodziutką prostytutkę. Domaga się dla nich bezwzględnego więzienia. Ojcowie robią wszystko, żeby nie zniszczyć chłopcom życia. Grzebią w przeszłości Paula. I znajdują historię sprzed dwudziestu lat. Czworo nastolatków podczas letniego obozu idzie do lasu. Nie wraca nikt. Policja znajduje ciała dwojga z nich….

Dla urozmaicenia: golf
Przeczytane / 17/04/2015

Już prawie kończę moją długą podróż z Harlanem Cobenem. Prawie. Tym razem w ciągu dwóch wieczorów (i nocy…) połknąłem “Back Spin”. Było warto. Smakowało przyzwoicie, miało zaskakujące nuty, niestrawności nie zanotowano. “Back Spin” to część cyklu o Myronie Bolitarze. Dość nietypowa. Zwróciłeś uwagę, że piszę tak chyba przy każdej książce Cobena? Nieważne. Co więc różni tę powieść od pozostałych części cyklu? Tak naprawdę tylko dwie rzeczy. Tłem jest US OPEN, największy chyba turniej golfowy na świecie. Bolitear kompletnie nie zna się na tym sporcie, ale zarówno on, jak i czytelnicy, już w połowie powieści będą w miarę obeznani z zasadami golfa. Poza tym Myron musi sobie tym razem poradzić bez pomocy Wina, który zdecydowanie odmawia udziału w poszukiwaniach porwanego chłopca. Chad jest synem państwa Coldren – światowej sławy golfistki i aspirującego od wielu lat do czołówki golfisty. Tym co łączy Jacka Coldrena z Winem jest jego matka, z którą nie kontaktuje się od czasów wczesnej młodości. Nie zdradzę więcej, ale pierwszy raz mamy okazję pogrzebać trochę w przeszłości tajemniczego Wina. Polecam nie tylko fanom Cobena, ale wszystkim tym, którzy lubią się zatracić w dobrym, zupełnie nieprzewidywalnym kryminale. Osobiście nigdy, przy żadnej powieści Cobena nie udało mi się przewidzieć zakończenia. Tym…

Spóźniony debiut Bolitara
Przeczytane / 16/04/2015

Znowu Coben. Wiem, jestem nudny, ale zauroczyłem się. Już tylko kilka pozycji mi zostało. “Fade Away” to mimo wszystko jedna z ciekawszych części sagi do Myronie Bolitarze, jeśli to kogoś pocieszy. Tym razem Myron dostaje propozycję nie do odrzucenia od starego znajomego, trenera jednej z wiodących drużyn NBA. Ma podpisać kontrakt w miejsce kontuzjowanego Grega Downinga. Pamiętacie, tego samego, z którym przed ponad dziesięciu laty rywalizowali o miano najzdolniejszego koszykarza młodego pokolenia. Tyle tylko, że w noc przedślubną Grega, Myron przespał się z jego narzeczoną. A od razu potem na parkiecie doznał tak koszmarnej kontuzji kolana, że nie tylko o karierze w NBA, ale w ogóle o grze w koszykówkę musiał zapomnieć. Po latach rehabilitacji co prawda gra czasem amatorsko, ale… Oczywiście okazuje się, że Greg – w trakcie sprawy rozwodowej – wcale nie ma kontuzji, tylko zaginął i Myron ma go odnaleźć. Przy okazji wejdzie parę razy na parkiet. Poza tym: jak zwykle. Dużo emocji, dobrych i złych, niejednoznaczni bohaterowie, niejednoznaczne wydarzenia, błyskotliwe dialogi i porywające (przynajmniej mnie) kulisy najpiękniejszej ligi koszykówki na świecie. Zwróćcie uwagę na postać TC – czarnoskórego, wytatułowanego i skandalizującego na każdym kroku  geniusza pamiętającego ile zawdzięcza koszykówce, bez której byłby kolejnym bezrobotnym Murzynem. Niczego…

Efekt motyla
Przeczytane / 09/04/2015

“The Final Detail” Harlana Cobena jest znowu opowieścią o tym samym: o wydarzeniu sprzed lat, które reżyseruje dzisiejsze dramaty. I znowu jest opowieścią znakomitą. Myron Bolitar po śmierci Brendy i rozstaniu z Jessicą ucieka z miasta. Zostawia firmę w rękach świeżej wspólniczki, Esperanzy i na kilka tygodni zaszywa się na małej karaibskiej wyspie z atrakcyjną i równie pokiereszowaną przez życie dziennikarką. Nikt nie wie, co się z nim dzieje. Kiedy niespodziewanie odnajduje go Win, Myron już wie, że czekają go kłopoty. Nie wie tylko, jak duże. Okazuje się, że Esperanza jest aresztowana. Została oskarżona o morderstwo ich klienta, bejsbolistę Clu Haida, przyjaciela Myrona. W ich biurze policja znajduje broń, krew ofiary jest w firmowym samochodzie, a w domu Clu znaleziono włosy łonowe Esperanzy. Trudno nie wierzyć w jej winę. Myron jest jednak przekonany, że to bardzo skomplikowana i dobrze przygotowana próba wrobienia jego wspólniczki. A może wcale nie o nią chodzi? Trudno pisać o tej powieści nie zdradzając fabuły. A zdradzić cokolwiek więcej, to zbrodnia na lekturze.

Przeszłość dopada każdego
Przeczytane / 06/04/2015

Wiecie jak to jest u Cobena? Jak mamy przed sobą koszmarne zbrodnie, a do wyboru bezwzględnych gangsterów, skorumpowanych polityków-mafiozów, zranionego męża i niepozorną staruszkę, to kto będzie sprawcą? Oczywiście: staruszka. Już tylko za to można lubić Cobena. “One False Move” jest częścią cyklu o Myronie Bolitarze, który razem z Winem uwielbia pakować się w tarapaty i przy okazji rozwiązywać zagadki kryminalne. W tej powieści Myron – skuszony obietnicą kontraktu – podejmuje się zapewnić bezpieczeństwo błyskotliwej koszykarki, czarnoskórej Brendy. Rzecz jasna dziewczyna jest przepiękna, wrażliwa, tajemnicza i inteligentna. Resztę można sobie dopowiedzieć, choć jak to u Cobena – wszystko jest podane w taktowny i elegancki sposób. Jest jednak coś, co odróżnia tę powieść od innych książek Cobena. Oczywiście to wciąż jest soczysty kryminał, wciąż cieszymy oko rewelacyjnymi dialogami, czasem nieco przerysowaną akcją. W “One False Move” jest jednak coś wyjątkowego. Nie mówię o samym zakończeniu, choć brak solidnego happy endu to mimo wszystko zaskoczenie. W tej powieści jest po prostu smutek. Myron zawsze był trochę naiwny, wrażliwy, ale tym razem jest zwyczajnie – jak mawiał pewien bydgoski fotograf – rozmontowany. Sypie mu się relacja z Esperanzą – przyjaciółką i współpracowniczką, której przestała wystarczać rola pracownika, związek z Jessicą jest na krawędzi…

Gdzie jest Hollywood?
Przeczytane / 25/03/2015

Znowu Coben, znowu zachwyty. “Darkest Fear” – w Polsce wyszło jako “Najczarniejszy strach” – to powieść, która jest gotowym scenariuszem do hitowego filmu z szansami na Oskara. A to dlatego, że obok niezbędnych akcesoriów amerykańskiego hiciora, czyli strzelanin, porwań, agentów FBI, bijatyk, romansów i błyskotliwych dialogów, jest też tzw. głębia i przesłanie. “Darkest Fear” jest częścią cyklu o niespełnionym koszykarzu, szefie sportowej agencji menadżerskiej Myronie Bolitarze, który mimowolnie, po godzinach rozwiązuje zagadki pozostające poza zasięgiem intelektualnym speców z FBI. Pomaga mu w tym niesmacznie bogaty kolega Win i koleżanka z pracy. Do tego parę wyrazistych bohaterów z drugiej strony – tych “złych” i tych ze “special agent” przed nazwiskiem i mamy do obsadzenia wszystkie kinowe gwiazdeczki Tym razem firma Bolitara jest w tarapatach, ojciec dostał zawału, a do naszego bohatera dobija się koleżanka sprzed lat. Koleżanka, która rzuciła go dla wspólnego kolegi – dzisiejszej gwiazdy NBA. Koleżanka, co trzeba koniecznie dodać, dzień przed ślubem z kolegą postanowiła po raz ostatni sprawdzić co traci i skończyła wieczór w łóżku Myrona. Teraz przychodzi do niego po prośbie: jej syn jest śmiertelnie chory, może go uratować jedynie przeszczep szpiku. Jedyny dawca, który jest akceptowalny przez organizm chłopca zniknął. Myron musi go odnaleźć. Zalążek…

Co jest naprawdę ważne
Przeczytane / 24/03/2015

Harlan Coben jest jednym z moich ulubionych autorów, przede wszystkim za to, w jaki sposób potrafi wpakować czytelnika do labiryntu bez wyjścia, żeby potem w misterny sposób po opadnięciu mgły mógł on sam zobaczyć mnóstwo drzwi. “No Second Chance” jest bez wątpliwości taką właśnie powieścią. Doktor Marc Seidman budzi się w szpitalu. Okazuje się, że trafił tam z dwiema ranami postrzałowymi prosto ze swojego domu. Jego żona została zamordowana, w dodatku znaleziono ją nagą, choć Marc pamięta, że była ubrana. Śledczy nie znajdują jakichkolwiek dowodów gwałtu. Najgorsza informacja jest osią powieści: z domu zaginęła córeczka państwa Seidman i nikt nie wie, co się z nią mogło stać. Kiedy teść Marca dostaje żądanie dwumilionowego okupu mimo wszystko wszystkim spada kamień z serca, bo znaczy to, że dziewczynka żyje. Tylko czy na pewno o okup zgłaszają się ludzie, którzy stoją za koszmarnymi wydarzeniami? Mimo dostarczenia pieniędzy, Marc nie odzyskuje córki – szantażyści twierdzą, i słusznie, że warunkiem był okup i niepowiadamienie policji. Zapada cisza. Po dwóch latach przychodzi kolejne żądanie okupu. Identyczne jak pierwsze. Tym razem Marc postanawia nie informować policji i samemu rozwiązać sprawę. A ta będzie tak pięknie skomplikowana, jak tylko Coben potrafi “No Second Chance” (po polsku wyszło jako…

Debiut mistrza
Przeczytane / 10/01/2015

Wydana w 1990 roku powieść Harlana Cobena “Play Dead” była jego debiutem. Otworzyła mu drzwi do świata bestsellerów, choć po latach Coben mówi o tej książce z pewnym zażenowaniem. Czy słusznie? W wywiadzie z okazji wznowienia “Play Dead” po 15 latach od premiery, Coben powiedział o tej powieści: My goal here was to write the ultimate love story and then blend in stay-up-all-night suspense. I dobra, jeśli taki był zamiar, to chyba powieść należy uznać za udaną. Jest miłość, nawet kilka. Obok tej głównej, będącej także osią “Play Dead” – miłości byłej supermodelki i bizneswoman Laury Ayars biorącej po kryjomu ślub z gwiazdą NBA Davidem Baskinem, widzimy chore, wynaturzone lub zniekształcone w paroksyzmach miłości siostry Laury i brata Davida (byłej narkomanki i obecnego narcystycznego hazardzisty), rodziców Laury ukrywających bardzo mroczny sekret sprzed wielu lat. Mamy też do czynienia z suspensem jakich niewiele we współczesnej prozie. Trudno oderwać się od tej powieści, choć generalnie niewiele może uważnego czytelnika tak naprawdę zaskoczyć. Laurę i Davida poznajemy podczas ich miodowego miesiąca, który spędzają w Australii. Ich ślub był owiany taką tajemnicą, że nie wiedzieli o nim nawet rodzice Laury. Dnie i noce młodych małżonków schodzą generalnie na pieszczotach i komplementach. Tymczasem pewnego dnia…

Każda rodzina ma swój sekret

Harlan Coben jest mistrzem budowania mądrych intryg. To nie są czyste kryminały, thrillery czy jakkolwiek ktoś chciałby etykietować te powieści. “Hold Thight” jest mimo to perełką na jego torcie. To powieść, której się nie da szybko zapomnieć. Natomiast przeczytać – jak najbardziej. Jak to zwykle u Cobena, w “Hold Tight” mamy znów kilka pozornie niezwiązanych wątków. Wszystkie łączy jeden fakt: rodzinne tajemnice. Głównymi bohaterami – jeśli można tak mówić w kontekście cobenowskiej prozy – są tutaj prawniczka Tia Baye i transplantolog Mike, którzy stają wobec poważnej próby wychowawczej. Ich nastoletni syn, Adam, ma już za sobą ucieczkę z domu. Teraz wydaje się załamany samobójczą śmiercią przyjeciela. Po trudnej dyskusji, nie bez wątpliwości Mike i Tia decydują się zainstalować w komputerze Adama program szpiegujący. Oprócz setek rozmów przez komunikatory, ostrego porno i aktywności na forach, jeden wydruk rozmowy z nieznajomym sprawia, że rodzice Adama są przerażeni. Domyślają się, że ich syn jest w bardzo poważnym niebezpieczeństwie. Tymczasem Adam znika z domu. W drugim wątku obserwujemy parę morderców. Ocalałą z pogromu Pietrę i bezwzględnego, czerpiącego przyjemność z zadawania bólu Nasha, których ściga mająca ogromne problemy z ambicją i poczuciem własnej wartości detektyw Loren Muse. Największą wartością tej powieści, obok niesamowitej przyjemności lektury,…

Coben, Nie mów nikomu
Przeczytane / 14/04/2013

Miała być szybka książka do pociągu i… była. Niesamowicie wciągająca, choć oczywiście jak na bestseller bardzo powierzchowna opowieść o miłości, której czas nie leczy. Doktor David Beck żyje w przekonaniu, że jego dziecięca i młodzieńcza miłość – Elizabeth – nie żyje od wielu lat, zamordowana przez seryjnego mordercę bez powodu, nieco przypadkiem. Ale… Zaczynają się dziać rzeczy niewytłumaczalne przy tym założeniu. Elizabeth żyje, a nic wokół nie jest tym, czym się przez tyle lat wydawało. David dostaje listy, których nadawcą może być wyłącznie jego ukochana. Są pisane specyficznym szyfrem, który znają tylko oni dwoje. David musi sam zmierzyć się z tajemnicą, bo informacje od Elizabeth zawierają też bezwzględne ostrzeżenie: nie mów nikomu. Wrócić do tej książki, to byłoby bez sensu. Ale polecić każdemu na podróż: bardzo proszę. Czyta się bardzo szybko, przyjemnie, opowieść potrafi zaskoczyć, i to nie raz! Tylko proszę oczywiście nie spodziewać się cudów. To powieść, która miała być miła i taka właśnie jest