Filozofia żydowska
Przeczytane / 01/01/2014

O filozofii można pisać albo z pozycji historyka, albo krytyka mającego własny pogląd. Czy to nie dziwne i symboliczne, że jedyną – choć niezbyt obszerną – książką dostępną po polsku na temat filozofii żydowskiej jest tłumaczenie opracowania niemieckich badaczy? Małżeństwo niemieckich profesorów – Heinrich i Marie Simon – starało się przedstawić zjawisko filozofii żydowskiej od czasów najbardziej zamierzchłych. Trudności jakie napotyka tego typu opracowania są zawsze te same. Co to znaczy “fizolofia żydowska”? Czy każdy rabin rozważający Torę, Misznę lub po prostu piszący o Bogu jest filozofem? Czy za dzieło filozoficzne można uznać samą Torę? Myliłby się ten, kto chciałby znaleźć w “Filozofii żydowskiej” wyłącznie encyklopedyczne omówienia najważniejszych myślicieli tego nurtu. W przypadku Narodu Wybranego tego typu opracowanie nie mogłoby się sprawdzić. Tu trzeba było zarysować choćby szkicowo kontekst historyczny. Żydzi – bardziej niż np. Grecy – byli wciąż zmuszani przez okoliczności polityczno-społeczne do prowadzenia jeśli nie intelektualnej wojny, to co najmniej szorstkiego dialogu z filozofami innych nacji. Dramatyczna próba godzenia wiary w Jedynego Boga z dorobkiem choćby właśnie greckich filozofów przyrody niektórym myślicielom żydowskim zajął całe życie. Z jakim skutkiem? Jeśli obronili swój naród przed asymilacją kulturową na tyle, by przetrwał on do dzisiaj, to chyba byli skuteczni.  

W sobotę rabin pościł – Harry Kemelmann
Przeczytane / 24/01/2012

Nie był to eksperyment, tylko impuls. Patrzę na okładkę, a tam “Detroit Press” mówi, że to “absolutny top powieści detektywistycznej”, “Bestsellers”: “najwyższa jakość”, “The New York Times”: “Świetnie opowiedziana super historia”. I cena 2,99, no to pomyślałem: raz kozie śmierć. Dało się to arcydzieło przeczytać w dwa wieczory. Refleksji nie wzbudziło, więc łączna liczba godzin spędzonych na pokucie: pewnie z 7. Nie jest źle. Rabin Small ma swoją synagogę, żydzi swoje problemy, miasteczko ma zaś atmosferę koronowską. Trup samobójcy budzi emocje, choć od razu wiadomo, że to nie samobójca. Wiadomo że za bił X, ale się okazuje, że Y. Jest małe miasteczko, dobry policjant, ładna wdowa, sygnalizowane czerwonymi kreskami fałszywe tropy w które nie zabłądzi nawet najbardziej naiwny czytelnik i dobry policjant, który wszystkim na lewo i prawo opowiada o sprawie, którą prowadzi. Kontekstów, tła, klimatu po prostu – poza kilkunastoma żydowskimi wyrazami: brak. Nie wiem, czy media amerykańskie są na takim poziomie uzależnienia od wydawców, czy po prostu tamtejszy rynek literacki jest aż tak spustoszony. To jest powieść, która nie ma ambicji bycia epokową, to kryminał, który ma przykuć na krótką chwilę uwagę, jak kurtyzana, uwieść i porzucić. Ale to jest panna prostolinijna do granic możliwości, naiwna, głupiutka, a…